wtorek, 7 października 2014

Prolog

Polecam do czytania :)


Blade promienie księżyca wpadały do średniej wielkości pokoju. Lampka nocna, która była zapalona, rzucała delikatne światło na kremowe ściany pomieszczenia. Ewidentnie było widać, że jest to pokój dziecka. Zabawki, przewijak, pieluszki w kącie. A do tego białe łóżeczko z baldachimem w kącie pokoju, nad którym pochylała się piękna kobieta. Jasne włosy miała założone za ucho, aby nie opadały jej na twarz. Jakby przyjrzeć się jej z bliska, można by było ujrzeć jej szare oczy wypełnione czułością i miłością, skierowaną do małego dziecka, na które patrzyła. Dziewczynka leżąca w łóżeczku wymachiwała swoimi drobnymi piąstkami w stronę mamy śmiejąc się przy tym radośnie. Póki co jej oczy były niebieskie, jak każdego noworodka, a na głowie kręcił się jasny loczek. Kobieta chcąc ukołysać ją do snu, zanuciła cicho:
-Już księżyc zgasł, zapadła noc.
Sen zmorzył mą laleczkę.
Więc oczka zmruż, i zaśnij już,
Opowiem Ci bajeczkę.
Więc…

Jej cichy śpiew przerwało jednak trzaśnięcie drzwiami. Mała dziewczynka zaczęła płakać, a jej mama odwróciła się gwałtownie do przybysza. Tym razem na jej pięknej twarzy rysował się strach. Osobą, która wdarła do pomieszczenia, okazał się mąż kobiety. Był on mężczyzną wysokim i dostojnym, o długich, prawie białych włosach i stalowoniebieskich oczach.
-Narcyzo, co ty wyprawiasz?! – warknął oschle, całkowicie ignorując płacz małej dziewczynki.
-Ja tylko usypiam małą Ann… - wyszeptała cicho.
-Powinnaś zająć się naszym synem, a nie tym bękartem! – warknął.
-Ale, Lucjuszu..!
-Zamilcz! – uderzył kobietę w twarz. - To, że pozwoliłem ci zachować dziecko nie oznacza, że ma się ono znajdować ponad moim dziedzicem – wysyczał. – W końcu to ty zdradziłaś mnie z Zabinim. Chociaż tyle przyzwoitości, że jest on czystej krwi. A teraz ucisz tego bachora – rozkazał i wyszedł.
Narcyza ze łzami zbliżyła się do swojej pociechy. Wzięła ją delikatnie w ramiona i na nowo zaczęła śpiewać:
-Był sobie król, był sobie paź,
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna…

Zakończyła ze szlochem, patrząc w spokojnie śpiące dziecko. Maleństwo, które znajdowało się w jej ramionach, było jej jedynym szczęściem. Delikatnie odłożyła córkę do łóżeczka i ucałowała ją w czoło.
-Dobranoc, Annabell… - wyszeptała i szybko wyszła z pomieszczenia, cicho zamykając za sobą drzwi.